Pękło.
Nie wiadomo dokładnie kiedy. Wiadomo tylko, że długo pozostawało niewypowiedziane.
Zespoły
Konflikt
Metapoznanie

Nie wiadomo dokładnie kiedy.
Wiadomo tylko, że długo pozostawało niewypowiedziane.
Aż w końcu jedna z osób w zespole nie wytrzymała.
W ogromnym stresie.
Z poczuciem winy.
Z lękiem.
Z desperacją.
Powiedziała:
– Już tak nie mogę.
I się zaczęło.
Najpierw pretensje do szefa.
Że nie taki.
Że nie słucha.
Że za mocno ciśnie.
Potem między ludźmi.
Że ktoś coś zrobił.
Że ktoś czegoś nie zrobił.
Różne perspektywy.
Różne światy.
Wzajemne oskarżenia.
Napięcie.
Strach.
Początek wyglądał jak psychodrama.
A jednak...
Było coś, co sprawiało, że ten zespół trwał.
Może przeczucie, że pod tym wszystkim kryje się coś więcej.
Minęło pół roku.
Dziś słyszę zupełnie inne zdania.
„Już mniej rozkminiam. Zwolniłam głowę z tych zapętlonych myśli i scenariuszy. Zaczynam widzieć drugiego człowieka.”
„Zobaczyłam, że moje emocje często opowiadają historie z przeszłości. Poszukałam wsparcia.”
„Odważam się. Nie zawsze mi wychodzi, ale jestem w kontakcie. Bo wiem, że jest życzliwie.”
„Już wiem, że czasem nie zapytałam. Nie poprosiłam. Nie nazwałam. Ale mogę się tego uczyć.”
„Czuję swoją odrębność. I swoją odpowiedzialność.”
To jest poruszające.
Bo zmieniły się nie tylko relacje.
Zmienił się sposób patrzenia.
Z przestrzeni oskarżeń...
do przestrzeni spotkania.
Z wewnętrznego teatru...
do bycia w relacji.
Z lęku...
do wyboru.
Z iluzji wspólnoty...
do świadomego budowania zespołu.
Lubię takie momenty.
Bo właśnie wtedy przypominam sobie, dlaczego wykonuję tę pracę.
Nie chodzi o rozwiązanie konfliktu.
Nie chodzi nawet o poprawę komunikacji.
Chodzi o towarzyszenie ludziom w chwili, kiedy zaczynają widzieć więcej.
Kiedy przestają walczyć o rację.
A zaczynają być ciekawi.
Siebie.
Drugiego człowieka.
I tego, co naprawdę dzieje się między nimi.
Czasem pytają mnie:
– Czym właściwie zajmuje się facylitator?
Coraz rzadziej odpowiadam definicją.
Myślę, że facylitator to człowiek, który potrafi utrzymać przestrzeń.
Nie prowadzi za rękę.
Nie rozwiązuje problemów za ludzi.
Nie daje gotowych odpowiedzi.
Tworzy warunki, w których coś prawdziwego może się wydarzyć.
Przypomina mi się kalejdoskop.
Same kolorowe szkiełka nie tworzą jeszcze obrazu.
Potrzebna jest jeszcze tuba.
Rama.
Coś, co pozwala elementom ułożyć się we wzór.
Może właśnie tym jest facylitacja.
Tworzeniem ramy, dzięki której ludzie zaczynają widzieć to, czego wcześniej nie dostrzegali.
Tworzeniem ramy, dzięki której ludzie zaczynają widzieć to, czego wcześniej nie dostrzegali.
Nie wiem, czy to najlepsza definicja.
Ale wiem jedno.
Warto.
P.S.
Z lotu ptaka — co właściwie wydarzyło się w tym zespole?
Przeszedł przez klasyczny proces dezintegracji i reintegracji, znany w pracy systemowej jako cykl kryzysu transformacyjnego.
W dużym uproszczeniu wygląda on tak:
Wyłonienie napięcia
Coś przestaje działać.
Jeszcze nie wiadomo dokładnie co.
Pojawia się frustracja.
Narasta napięcie.
Eskalacja i projekcja
Napięcie zostaje skierowane na ludzi lub struktury.
Najczęściej na szefa.
Rzadziej na sam mechanizm.
Urealnienie narracji
Pojawia się możliwość usłyszenia różnych wersji tej samej historii.
I zobaczenia, że każdy widzi tylko fragment całości.
Rozpoznanie własnego udziału
To moment przełomowy.
Zamiast szukać winnych, zaczynam pytać:
„Jaki jest mój udział w tej sytuacji?
5. Integracja przez współodpowiedzialność
Zespół zaczyna widzieć siebie jako całość.
Uczy się rozmawiać.
Nie tylko reagować.
W tle cały czas pracują różne poziomy:
• struktura — role, granice, decyzje,
• emocje — lęk, złość, wstyd,
• mechanizmy obronne — projekcja, racjonalizacja,
• osobiste narracje, często przeniesione z zupełnie innych doświadczeń.
I jeszcze jeden poziom.
Dla mnie najważniejszy.
Metakognicja.
Czyli zdolność przyglądania się własnemu sposobowi myślenia.
Nie tylko:
„Co czuję?”
Ale również:
„Co zakładam?”
„Jak interpretuję tę sytuację?”
„Czego nie sprawdzam?”
„Jaką historię właśnie sobie opowiadam?”
Bo bardzo często zmiana zaczyna się nie wtedy, gdy zmienia się rzeczywistość.
Tylko wtedy, gdy zaczynamy inaczej patrzeć na własny sposób jej tworzenia.
WIĘCEJ
Pękło.
Nie wiadomo dokładnie kiedy. Wiadomo tylko, że długo pozostawało niewypowiedziane.
Zespoły
Konflikt
Metapoznanie

Nie wiadomo dokładnie kiedy.
Wiadomo tylko, że długo pozostawało niewypowiedziane.
Aż w końcu jedna z osób w zespole nie wytrzymała.
W ogromnym stresie.
Z poczuciem winy.
Z lękiem.
Z desperacją.
Powiedziała:
– Już tak nie mogę.
I się zaczęło.
Najpierw pretensje do szefa.
Że nie taki.
Że nie słucha.
Że za mocno ciśnie.
Potem między ludźmi.
Że ktoś coś zrobił.
Że ktoś czegoś nie zrobił.
Różne perspektywy.
Różne światy.
Wzajemne oskarżenia.
Napięcie.
Strach.
Początek wyglądał jak psychodrama.
A jednak...
Było coś, co sprawiało, że ten zespół trwał.
Może przeczucie, że pod tym wszystkim kryje się coś więcej.
Minęło pół roku.
Dziś słyszę zupełnie inne zdania.
„Już mniej rozkminiam. Zwolniłam głowę z tych zapętlonych myśli i scenariuszy. Zaczynam widzieć drugiego człowieka.”
„Zobaczyłam, że moje emocje często opowiadają historie z przeszłości. Poszukałam wsparcia.”
„Odważam się. Nie zawsze mi wychodzi, ale jestem w kontakcie. Bo wiem, że jest życzliwie.”
„Już wiem, że czasem nie zapytałam. Nie poprosiłam. Nie nazwałam. Ale mogę się tego uczyć.”
„Czuję swoją odrębność. I swoją odpowiedzialność.”
To jest poruszające.
Bo zmieniły się nie tylko relacje.
Zmienił się sposób patrzenia.
Z przestrzeni oskarżeń...
do przestrzeni spotkania.
Z wewnętrznego teatru...
do bycia w relacji.
Z lęku...
do wyboru.
Z iluzji wspólnoty...
do świadomego budowania zespołu.
Lubię takie momenty.
Bo właśnie wtedy przypominam sobie, dlaczego wykonuję tę pracę.
Nie chodzi o rozwiązanie konfliktu.
Nie chodzi nawet o poprawę komunikacji.
Chodzi o towarzyszenie ludziom w chwili, kiedy zaczynają widzieć więcej.
Kiedy przestają walczyć o rację.
A zaczynają być ciekawi.
Siebie.
Drugiego człowieka.
I tego, co naprawdę dzieje się między nimi.
Czasem pytają mnie:
– Czym właściwie zajmuje się facylitator?
Coraz rzadziej odpowiadam definicją.
Myślę, że facylitator to człowiek, który potrafi utrzymać przestrzeń.
Nie prowadzi za rękę.
Nie rozwiązuje problemów za ludzi.
Nie daje gotowych odpowiedzi.
Tworzy warunki, w których coś prawdziwego może się wydarzyć.
Przypomina mi się kalejdoskop.
Same kolorowe szkiełka nie tworzą jeszcze obrazu.
Potrzebna jest jeszcze tuba.
Rama.
Coś, co pozwala elementom ułożyć się we wzór.
Może właśnie tym jest facylitacja.
Tworzeniem ramy, dzięki której ludzie zaczynają widzieć to, czego wcześniej nie dostrzegali.
Tworzeniem ramy, dzięki której ludzie zaczynają widzieć to, czego wcześniej nie dostrzegali.
Nie wiem, czy to najlepsza definicja.
Ale wiem jedno.
Warto.
P.S.
Z lotu ptaka — co właściwie wydarzyło się w tym zespole?
Przeszedł przez klasyczny proces dezintegracji i reintegracji, znany w pracy systemowej jako cykl kryzysu transformacyjnego.
W dużym uproszczeniu wygląda on tak:
Wyłonienie napięcia
Coś przestaje działać.
Jeszcze nie wiadomo dokładnie co.
Pojawia się frustracja.
Narasta napięcie.
Eskalacja i projekcja
Napięcie zostaje skierowane na ludzi lub struktury.
Najczęściej na szefa.
Rzadziej na sam mechanizm.
Urealnienie narracji
Pojawia się możliwość usłyszenia różnych wersji tej samej historii.
I zobaczenia, że każdy widzi tylko fragment całości.
Rozpoznanie własnego udziału
To moment przełomowy.
Zamiast szukać winnych, zaczynam pytać:
„Jaki jest mój udział w tej sytuacji?
5. Integracja przez współodpowiedzialność
Zespół zaczyna widzieć siebie jako całość.
Uczy się rozmawiać.
Nie tylko reagować.
W tle cały czas pracują różne poziomy:
• struktura — role, granice, decyzje,
• emocje — lęk, złość, wstyd,
• mechanizmy obronne — projekcja, racjonalizacja,
• osobiste narracje, często przeniesione z zupełnie innych doświadczeń.
I jeszcze jeden poziom.
Dla mnie najważniejszy.
Metakognicja.
Czyli zdolność przyglądania się własnemu sposobowi myślenia.
Nie tylko:
„Co czuję?”
Ale również:
„Co zakładam?”
„Jak interpretuję tę sytuację?”
„Czego nie sprawdzam?”
„Jaką historię właśnie sobie opowiadam?”
Bo bardzo często zmiana zaczyna się nie wtedy, gdy zmienia się rzeczywistość.
Tylko wtedy, gdy zaczynamy inaczej patrzeć na własny sposób jej tworzenia.
WIĘCEJ
Pękło.
Nie wiadomo dokładnie kiedy. Wiadomo tylko, że długo pozostawało niewypowiedziane.
Zespoły
Konflikt
Metapoznanie

Nie wiadomo dokładnie kiedy.
Wiadomo tylko, że długo pozostawało niewypowiedziane.
Aż w końcu jedna z osób w zespole nie wytrzymała.
W ogromnym stresie.
Z poczuciem winy.
Z lękiem.
Z desperacją.
Powiedziała:
– Już tak nie mogę.
I się zaczęło.
Najpierw pretensje do szefa.
Że nie taki.
Że nie słucha.
Że za mocno ciśnie.
Potem między ludźmi.
Że ktoś coś zrobił.
Że ktoś czegoś nie zrobił.
Różne perspektywy.
Różne światy.
Wzajemne oskarżenia.
Napięcie.
Strach.
Początek wyglądał jak psychodrama.
A jednak...
Było coś, co sprawiało, że ten zespół trwał.
Może przeczucie, że pod tym wszystkim kryje się coś więcej.
Minęło pół roku.
Dziś słyszę zupełnie inne zdania.
„Już mniej rozkminiam. Zwolniłam głowę z tych zapętlonych myśli i scenariuszy. Zaczynam widzieć drugiego człowieka.”
„Zobaczyłam, że moje emocje często opowiadają historie z przeszłości. Poszukałam wsparcia.”
„Odważam się. Nie zawsze mi wychodzi, ale jestem w kontakcie. Bo wiem, że jest życzliwie.”
„Już wiem, że czasem nie zapytałam. Nie poprosiłam. Nie nazwałam. Ale mogę się tego uczyć.”
„Czuję swoją odrębność. I swoją odpowiedzialność.”
To jest poruszające.
Bo zmieniły się nie tylko relacje.
Zmienił się sposób patrzenia.
Z przestrzeni oskarżeń...
do przestrzeni spotkania.
Z wewnętrznego teatru...
do bycia w relacji.
Z lęku...
do wyboru.
Z iluzji wspólnoty...
do świadomego budowania zespołu.
Lubię takie momenty.
Bo właśnie wtedy przypominam sobie, dlaczego wykonuję tę pracę.
Nie chodzi o rozwiązanie konfliktu.
Nie chodzi nawet o poprawę komunikacji.
Chodzi o towarzyszenie ludziom w chwili, kiedy zaczynają widzieć więcej.
Kiedy przestają walczyć o rację.
A zaczynają być ciekawi.
Siebie.
Drugiego człowieka.
I tego, co naprawdę dzieje się między nimi.
Czasem pytają mnie:
– Czym właściwie zajmuje się facylitator?
Coraz rzadziej odpowiadam definicją.
Myślę, że facylitator to człowiek, który potrafi utrzymać przestrzeń.
Nie prowadzi za rękę.
Nie rozwiązuje problemów za ludzi.
Nie daje gotowych odpowiedzi.
Tworzy warunki, w których coś prawdziwego może się wydarzyć.
Przypomina mi się kalejdoskop.
Same kolorowe szkiełka nie tworzą jeszcze obrazu.
Potrzebna jest jeszcze tuba.
Rama.
Coś, co pozwala elementom ułożyć się we wzór.
Może właśnie tym jest facylitacja.
Tworzeniem ramy, dzięki której ludzie zaczynają widzieć to, czego wcześniej nie dostrzegali.
Tworzeniem ramy, dzięki której ludzie zaczynają widzieć to, czego wcześniej nie dostrzegali.
Nie wiem, czy to najlepsza definicja.
Ale wiem jedno.
Warto.
P.S.
Z lotu ptaka — co właściwie wydarzyło się w tym zespole?
Przeszedł przez klasyczny proces dezintegracji i reintegracji, znany w pracy systemowej jako cykl kryzysu transformacyjnego.
W dużym uproszczeniu wygląda on tak:
Wyłonienie napięcia
Coś przestaje działać.
Jeszcze nie wiadomo dokładnie co.
Pojawia się frustracja.
Narasta napięcie.
Eskalacja i projekcja
Napięcie zostaje skierowane na ludzi lub struktury.
Najczęściej na szefa.
Rzadziej na sam mechanizm.
Urealnienie narracji
Pojawia się możliwość usłyszenia różnych wersji tej samej historii.
I zobaczenia, że każdy widzi tylko fragment całości.
Rozpoznanie własnego udziału
To moment przełomowy.
Zamiast szukać winnych, zaczynam pytać:
„Jaki jest mój udział w tej sytuacji?
5. Integracja przez współodpowiedzialność
Zespół zaczyna widzieć siebie jako całość.
Uczy się rozmawiać.
Nie tylko reagować.
W tle cały czas pracują różne poziomy:
• struktura — role, granice, decyzje,
• emocje — lęk, złość, wstyd,
• mechanizmy obronne — projekcja, racjonalizacja,
• osobiste narracje, często przeniesione z zupełnie innych doświadczeń.
I jeszcze jeden poziom.
Dla mnie najważniejszy.
Metakognicja.
Czyli zdolność przyglądania się własnemu sposobowi myślenia.
Nie tylko:
„Co czuję?”
Ale również:
„Co zakładam?”
„Jak interpretuję tę sytuację?”
„Czego nie sprawdzam?”
„Jaką historię właśnie sobie opowiadam?”
Bo bardzo często zmiana zaczyna się nie wtedy, gdy zmienia się rzeczywistość.
Tylko wtedy, gdy zaczynamy inaczej patrzeć na własny sposób jej tworzenia.

